Szedłem z pełną teczką, wracając myślami do wczorajszej końcówki dnia, do dziwnego telefonu, który wczoraj zaplanował sobie niejaki pan Coldwell. Sama rozmowa nie byłaby dziwna, w końcu w ciągu dnia odbieram pełno telefonów, ale ten był, jak niekiedy to już bywało, bardzo wyjątkowy. Mężczyzna po drugiej stronie słuchawki zadawał bardzo dziwne pytania, sam wysuwając jakieś dzikie teorie spiskowe, a ja tylko się temu przysłuchiwałem. Brzmiał na zatroskanego ojca, który jednak rządzi żelazną ręką w domu, a dziecko, o które tak uporczywie się wypytywał, uciekło spod jego klosza, zostawiając tatuśka z mnóstwem pytań w głowie. Przez całą rozmowę jednak nie mogłem sobie przypomnieć albo przynajmniej skojarzyć, o kogo może chodzić, bo jak się domyśliłem, musiałem mieć z tą zaginioną córką coś do czynienia, a przynajmniej on tak myślał. Wyciągnąłem filtr niedopałka z ust, rozglądając się w obie strony, stojąc na przejściu dla pieszych. Rzadko zdarzało mi się odbierać zlecenia albo może bardziej błagania o pomoc w związku z zaginięciem kogoś, bo kiedy już się to działo, to przekierowywałem takich na inną linię pomocy. Jestem tylko i wyłącznie pracownikiem socjalnym, a nie jakąś wróżką, co wszystko od razu o wszystkim wie i ma świadomość o wielu sprawach na tej ziemi. Wyrzuciłem ostatki papierosa przed siebie, zadeptując je od razu po tym, jak wszedłem na zatrzymaną w ruchu ulicę. Obok mnie szło kilkoro uczniów z lokalnego liceum, które znajdywało się niedaleko stąd, rozmawiając ze sobą wesoło i głośno, ale czego by się tu spodziewać po młodziakach? Sam nie jestem świętoszkiem, więc czemu oni by mieli być? Prychnąłem pod nosem i skręciłem w lewo, kompletnie się od nich odłączając. Schowałem ręce do kieszeni, uprzednio usadawiając teczkę pod pachą, i przyśpieszyłem kroku. Dzisiejsza praca zapowiadała się być naprawdę owocująca, przynajmniej jeżeli chodzi o papierkową robotę. Znowu. Westchnąłem cicho i skręciłem w jeden ze skrótów, przez który można już było zobaczyć wysoki, kanciasty budynek, w którym wiązałem na ten czas swoją przyszłość. Podszedłem bliżej budowli, a kiedy tylko stanąłem przed jego stopami, spojrzałem w górę, badając przy tym najmniejsze szczeliny. Stary, otynkowany na beżowo, gdzieniegdzie odkrywający czerwoną cegłę, z której został zbudowany, budynek, który swoją starocią bije na kilometry. Nie był jednak jedynym takim budynkiem w okolicy, bo jak to się mówi, ta dzielnica słynie ze staroci oraz tego, że mało co tu miejsca na rozbudowy nowych, pięknych budyneczków, którymi to miasto mogłoby się poszczycić. Na szczęście jednak dla niego inne jego okolice się bardziej do tego nadawały, co ludzie szybko zaczęli wykorzystywać. Nie tracąc więcej czasu, przeniosłem wzrok na niebo, które szybko mi zniknęło za zamykającymi się drzwiami. Wszedłem do lisiej nory, która ma dla mnie przygotowane kolejne niespodziewane i intrygujące przeżycia. Przechodząc przez szerokie, wysprzątane korytarze, mijając te same twarze ludzi siedzących w tym miejscu za to, co ja. Podszedłem do głównego gabinetu na tym poziomie, mając nadzieję, że przejście będzie gładkie i bezproblemowe, na nic jednak zdały się moje modły.

Od Kia do Lorcana

 Światło promieni słonecznych, które padały na moje ciało, oddziaływało pozytywnie. Nie płonąłem, jedynie błyszczałem jak kryształy, diamenty czy też inne szlachetne kamienie. Tak jakby moja skóra dawała nieznany nikomu połysk. Akurat wolny czas od tego, co na ogół robiłem miałem. Modeling, coś ekipie wyskoczyło dlatego, też musieli przełożyć zdjęcia, a dokładniej to zapewne ktoś coś popsuł i trzeba będzie wszystko zmienić. Może dadzą jakąś lepszą ciekawszą tematykę. Odsunąłem się od okna, przechodząc przez swoją komnatę w stronę drzwi. Otworzyłem drzwi, by wyjść z pomieszczenia. Udało mi się jedynie otworzyć drzwi, gdyż wyjście nie było możliwe. Korytarz był zapełniony zabieganym tłumem, nie wiedziałem co zrobić. Dlatego też po wyjściu z pomieszczenia i zamknięciu drzwi, udało mi się lekko i elegancko wydostać na parter do jadalni. Śniadanie zapewne jest gotowe, jednakże, gdy tam dotarłem, dostrzegłem kolejkę i wszędzie było pełno. Co było zbyt dziwne, by był prawdziwe. Oparłem się o kolumnę czekałem, aż nieco ubędzie tegoż też tłumu. Skąd ten tłum. Jest przecież dzień, także nie powinno czegoś takiego być, dopiero w nocy, a nie teraz.
Obserwowałam oraz słyszałem, o czym rozmawiają. Jakiś rodowy artefakt, został odnaleziony. Nikt nie wie, jak wygląda, ale wiedzą, że trzeba go znaleźć i zabrać, a może bardziej odzyskać skarb rodzinny. Może takie słowa byłby bardziej odpowiedzialne. Lekko tłumy straciły na liczebności, dlatego też byłem w stanie podejść i wziąć swój posiłek. Niby jest druga jadalnia, z kelnerami i innymi tego typu ludźmi, ale jakoś teraz, każdy musi przychodzić po własne talerze. Wziąłem tace oraz nałożyłem na talerze jedzenie, jednakże wybierałem je wolno bez pośpiechu. Kilka osób mnie wymijało, ja miałem zresztą swój wybór, oraz przemyślenia na temat, tego, co wziąć. Oczywiście wziąłem najnowszy zapach krwi, który został zmieniony w barwę złotą. Nie wiem, jak to zrobili, ale gdy napiłem się, była naprawdę smaczna. Nawet jeśli była złota, to czerwień i tak przeważała. Wzięcie posiłku zleciało w ciągu dwóch godzin, akurat, gdy zabrałem swoje, mogłem udać się do drugiej jadalni, by tam go zjeść. Druga jadalnia jest cichsza oraz przesiaduje tam babcia. Dlatego mało kto odważyłby się tam usiąść, ja jednak taki nie jestem. Lubię spotkać babcię, dlatego też usiadłem we fotelu i wziąłem się za posiłek. Skupiłem się na jedzeniu, choć chciałem, a dokładniej byłem ciekawy co to za przedmiot.

Od Florence CD William



Otwarłam oczy. Podniosłam się na łóżku z białą pościelą, zapalając lampkę nocą i przecierając ówcześnie oczy, zerknęłam na zegarek stojący na małej szafce obok.

2:23.

-A było tak dobrze ostatnio. -westchnęłam do siebie wygrzebując się z cieplej kołdry. Moje ciało oblała gęsia skórka po spotkaniu z chłodnym powietrzem, więc narzuciłam na siebie szary sweter na guziki leżący na fotelu obok. Jak zwykle nie pamiętałam dokładnie co mi się śniło. Kilka zamazanych obrazów i dźwięków to wszystko co zazwyczaj zostawało w mojej głowie wraz z nieprzyjemnym poczuciem ściśniętych wnętrzności. Wiedziałam, że dziś już nie zasnę, dwie godziny snu i trochę kawy muszą mi wystarczyć na dalsze funkcjonowanie.
Otworzyłam duże drzwi balkonowe, ponieważ chłodne, nocne powietrze zawsze działało na mnie kojąco i rozbudzająco. Przebiegł mnie dreszcz, gdy moje palce dotknęły chłodnej barierki, o którą się oparłam patrząc na skrawek nocnej panoramy miasta na który miałam widok. Światła ulic dawały znać o toczącym się nocnym życiu Salem, natomiast panująca cisza sprawiała, że ani trochę nie chciało mi się w to wierzyć. Tak jakbym mieszkała w opuszczonym mieście.
Bezsenność jest rodzajem tortur, bo kiedy reszta świata mocno śpi, ty jesteś sam z każdą myślą, głośno brzęczącą w twojej głowie. I czasami te myśli się zatrzymują, a twój umysł staje się pusty. Wtedy jesteś najbardziej świadomy tej ciszy. I to właśnie w trakcie tego momentu dociera do ciebie jak samotny jesteś.
Towarzyszem nocy natomiast jest tylko księżyc. To on zna nasze sekrety, każdego z osobna, bo zdecydowana większość z nas odreagowywuję problemy i emocje, gdy zachodzi światło dnia, gdy potencjalnie nikt nas nie widzi, oczywiście oprócz niego. A teraz patrzył na mnie analizując wszystkie moje myśli. Widząc jak drżę i próbuję uspokoić oddech, by moje ciało się rozluźniło. Wiedział co robię, zbyt często obserwował mnie w tym stanie.
Westchnęłam, przymykając powieki i chwyciłam prawie pełną paczkę papierosów leżącą na małym stoliku balkonowym. Nie paliłam regularnie, jednak nikotyna po prawie nieprzespanej nocy zawsze w jakiś sposób oczyszczała chociaż trochę mój umysł i dawała swojego rodzaju ukojenie. Po odpaleniu go, wpuściłam dym do organizmu i spojrzałam ponownie na księżyc. Był prawie w pełni, co oznaczało, że niedługo będzie noc dla wilkołaków, a ta myśl jedyne co przywołała to obraz bandytów z dwóch ostatnich dni. Miałam wrażenie, że nawet teraz mogłam poczuć ich specyficzny zapach. Jak to się w ogóle stało, że wplątałam się w tego rodzaju sytuacje, albo jeszcze lepiej, dlaczego wciąż w niej jestem? I jak zwykła bójka w zaułku przerodziła się w jakąś chorą akcje pościgową ze strzelaniną. Pewna byłam tylko jednego. Williama, tajemniczego mężczyznę o ciemnych włosach i jeszcze ciemniejszych oczach już nigdy więcej nie spotkam. Oczywiste dla mnie stało się, że gdzie on, tam i kłopoty, dlatego postanowiłam się odsunąć od przyczyny tego wszytkiego.
Marlen Valderrama Alvaréz
N a o m i     R e n c z i

Od Williama CD Florence

Zdenerwowanie wraz z dezorientowaniem wirowały w mojej głowie, a z każdym krokiem wcale mi się nie polepszało. To, co stało się przed kawiarnią, sam w sumie tego nie rozumiałem, na szczęście udało mi się odskoczyć, ratując przy tym niczego winną dziewczynę. Chociaż w tej sprawie również jestem czysty, a przynajmniej sobie nie przypominam, bym zalegał u kogoś z długiem w szerokim tego słowu pojęciu. Zacisnąłem mocniej zęby, spoglądając przez prześwit jednej z uliczek. Patrolują tę okolicę, wiedzą, że w końcu się zmęczymy i przystaniemy. Spojrzałem na chwilę przez ramię na biegnącą za mną dziewczynę i dopiero teraz zrozumiałem, co zrobiłem -naraziłem ją na niebezpieczeństwo. Zamiast uciec samemu, wziąłem ją ze sobą, tak jakby coś nas łączyło czy coś w tym rodzaju, a wcale tak nie było. Mlasnąłem pod nosem, skręcając w lewo, by być jak najdalej od głównej ulicy, a kiedy tylko znaleźliśmy się przy schodkach prowadzących na tyły jednego z budynków, zatrzymałem się, nieco rzucając dziewczyną w stronę ściany. Wygiąłem grzbiet, łapiąc się za kolana, by jakoś odzyskać oddech. Pociągnąłem nosem, by w tym samym czasie spojrzeć na stojącą w bezruchu kobietę. Wyglądała na jeszcze bardziej zmieszaną, niż mogłem sobie to wyobrażać. Przełknąłem głośno ślinę, po czym podszedłem do niej, łapiąc ją w okolice skroni. Chciałem jakoś do niej dotrzeć, na nic to się jednak zdało, była pochłonięta swoimi myślami, a przynajmniej mogłem to tak określić. Zapewne przetrawiała informacje, co robiłem i ja. Z tego, co skojarzyłem, przynajmniej jeden z nich był przemiłym człowiekiem, którego wczoraj wieczorem spotkałem, który to wszystko rozpoczął. Choć co dokładnie? To już było niewiadomą dla mnie i zapewne innych. Wpatrywałem się w jasnoniebieskie tęczówki, szukając w nich odpowiedzi na jej obecny stan. Dopiero po chwili, kiedy to wywołałem jej imię, wybudziła się z transu, rozglądając się przy tym szybko po okolicy jak wypłoszone zwierzę, a kiedy zobaczyła i przyswoiła sobie informację, gdzie aktualnie się znajdujemy, spojrzała z powrotem na mnie, zaciskając dłonie na zgięciach łokciowych. Widać było od razu, że obecnie jest w wielkim strachu, bo inaczej nie można tego określić. Wymieniliśmy kilka słów, łapiąc przy tym każdy wdech powietrza, jakby był naszym ostatnim. Przeczesując włosy dłonią, drugą łapiąc się za biodro, odwróciłem się do niej bokiem, obserwując przy okazji mur przeciwległego, zbudowanego z czerwonych cegieł, wysokiego budynku. Próbowałem się uspokoić, by nie dać po sobie poznać jakichś słabości, nie było mi jednak dane za wiele zrobić.
-Musimy... musimy się schować. -do uszu dobiegł mnie cichy głosik, tak jakby czuła, że jak podniesie choć trochę ton, to od razu nas znajdą.
Spojrzałem na nią z nieco zmarszczonym czołem, znałem jednak jej obawy, tym bardziej, kiedy mogliśmy usłyszeć piski opon i głośne odgłosy silnika, które wydawało się, że się zbliża, choć było to tylko echo.

Od Kia CD Eugene

Każdy odczuwa inaczej swoją przemianę, gdyż dla każdego to może być przekleństwo albo i ratunek. Nie każdy ma pomoc, by się przyzwyczaić. Młode wampiry, które przeżywają swoją przemianę. Doświadczają strachu, wymiotują każdy posiłek, ukrywają się przed bliskimi, boją się, że ktoś odkryje, że piją krew. Chcą się pozbyć bycia wampirem. Jest to, coś co jest niezwykle przykre, gdyż nagłe przemiany i bez zgody są brutalne i nieprzewidywalne. Nigdy nie wiesz jak taka przemiana, może się skończyć.
Moją przyjaciółkę spotkał taki brutalny los, przez kilka dni było dobrze, jedynie na początku, ale to tak naprawdę był potworny ból, w końcu oszalała i trzeba było ją zabić, by się nie męczyła. Dlatego też początki są dość trudne. Pokarm się, nie przyjmuje, nie wiesz co jeść, ale można na to zaradzić.
- To małe pozłacane pudełeczko z misternymi wzorami, na które patrzyłeś i chciałeś dotknąć. Należało ono do syren. Dlatego chciałeś go dotknąć. Jest piękne i przyciąga do siebie jak magnes. - powiedziałem. Uniosłem podbródek chłopaka, by mu się przyjrzeć. Jego zapach, był taki smaczny. Młode zazwyczaj taki mają, choć nie wszystkie. Przejechałem dłonią po jego wargach, by spojrzeć na kły. Lubię oceniać towar, znaczy się wampiry. Ich i to jak się przystosowują. Potrzebował krwi, by się zregenerować, ale także trzeba coś mu podać, by pokarm się przyjmował. Zapewne jeszcze, by się przydał kryształ. Może to ochroni jego wnętrze, jednakże, by to zrobić. Trzeba będzie zrobić to w standardowy sposób.
Odsunąłem się od chłopaka, gdyż teraz dopiero zauważyłem, że się bał. Wywróciłem oczami, nie chce mi się nikogo zmuszać. Jednakże skoro już tu jest, to powinien się słuchać. Tak no pamiętam, że mam pomóc, a nie zmuszać. Jeśli nie chce to nie. To tak zrobię.
- To chodź, za mną. - rzekłem i ruszyłem do sekretnego pomieszczenia. Światełka zapaliły się jak na zawołanie magicznych istot. Ruszyłem w poszukiwania kryształu. Najlepiej jakby był sproszkowany taki lepiej połknąć. Jednakże jeśli będzie cały, wyjdzie trudniej. Zerknąłem za siebie, stał pod ścianą i uważnie patrzył.
- Kiedy ostatnio piłeś krew? - spytałem. - Musisz odpowiedzieć, inaczej ci nie pomogę. - dodałem, stojąc przed nim i czekałem, aż odpowie. Jeśli tego nie zrobi, to będzie trzeba użyć innych metod. Tej bardziej brutalnej.. Dlatego lepiej, żeby zaczął mówić, zanim będę musiał przejść do tej innej metody, której nie chce mi się stosować. Zawsze też mogę dać mu pierwszy lepszy sprej albo też cukierki. To jednak będzie bardziej na chwilę. Nie chce jednak zostawić go Carnvell. Zacznie narzekać, jak ma to w zwyczaju. Denerwująca jest, ale ma racje.
Dzisiejszy poranek był dla mnie prawdziwym koszmarem. Obudziłam się spóźniona, w dodatku z okropnym bólem głowy, co wciąż zdarza mi się, gdy używam mocy z dużą intensywnością i nawet tabletki nie pomagają. Byłam także cała obolała, gdzieniegdzie już ukazały się mniejsze lub większe siniaki, a rozcięty łuk brwiowy nieładnie się zaczerwienił. Westchnęłam nalewając sobie szklankę zimnej wody z kranu i oparłam się oblat wyspy kuchennej, zwieszając głowę. Wrażenia dnia poprzedniego wciąż siedziały w moich spiętych mięśniach, dając mi silne uczucie dyskomfortu, nadal czułam dziwy niepokój pod skórą i nie wiedziałam jak się pozbyć tego uciążliwego uczucia.
Zrezygnowana zerknęłam na zegarek i stwierdziłam, że na uczelnie mi się dziś nie opłaca iść, biorąc pod uwagę, że zajęcia już się zaczęły, a i tak kończyłam je dzisiaj dosyć wcześnie. Zamiast tego miałam chwilę, żeby popracować w spokoju nad moją pracą semestralną i trochę się zresetować po wczorajszych przygodach. Jak pomyślałam, tak też zrobiłam. Zaczęłam od kawy, w której towarzystwie zabrałam się za przeglądanie internetu i zbierania informacji, potrzebnych do prezentacji. Jak na złość dzisiaj praca również nie szła mi tak jakbym chciała. Nie mogłam się skupić, każdą przeczytaną linijkę tekstu, musiałam czytać po raz drugi, a czasem i trzeci, żeby zrozumieć o czym w ogóle był dany artykuł. W pewnym momencie po prostu się poddałam i zirytowana zamknęłam z trzaskiem laptopa. Plus był taki, że miałam jeszcze na to sporo czasu, jednak osobiście nie znosiłam takiego uczucia bezsilności i odkładania rzeczy na później.
Uznałam, że najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji będzie krótki spacer. Może dostarczając mojej głowie świeżą dawkę tlenu zacznie ona wreszcie pracować jak należy. Doprowadziłam się w kilka minut do porządku, przebierając się i spinając moje niesforne włosy w kucyka, a także sprawdzając wcześniej pogodę za oknem, nałożyłam na ramiona beżowy płaszcz, jako że dzień był mocno wietrzny i pochmurny. Gdy tylko wyszłam z budynku, uderzyło we mnie gęste powietrze, może nawet burzowe, ale mimo to ruszyłam przed siebie. W planach miałam spacer do niedalekiego, małego lasu, gdzie znajdowało się naprawdę urocze i spokojne miejsce, otoczone dziesiątką drzew brzozowych. Pośrodku znajdował się niewielki podest z dwoma ławkami z jasnego drewna, a cała atmosfera tego miejsca była naprawdę magiczna, wręcz niepasująca do Salem. Jedyne czego jeszcze potrzebowałam to ciepły napój do ręki i może coś na zakąskę, jako że odpuściłam sobie dzisiaj śniadanie. Dlatego ruszyłam w kierunku kawiarni, do której dotarłam po około piętnastu minutach. Mały dzwoneczek na drzwiach zasygnalizował moje przybycie, a nieziemski zapach świeżych wypieków i ziaren kawy owiał moją twarz skutecznie uświadamiając mi jak głodna jestem.

OGŁOSZENIA

nadnaturalni: 13 || ludzie: 1

nieobecności:

wolne wątki:

The Salem News

[PASTEL] Cemetery
WYDANIE MAJ 1994
Beltaine
Redakcja The Salem News życzy wszystkim czarownicom wiccanom szczęśliwego Beltaine! Oby nowy ogień palił się z tak samą werwą. Chętnym zapoznania się z tutejszą kulturą polecamy branie udziału w corocznym tańcu wokół Słupa Majowego, który odbędzie się w Gallows Hill Park.

Pod osłoną nocy
Mimo tego, że dni stają się coraz dłuższe, a słońce coraz częściej pojawia się na niebie, Salem PD uprasza o uważanie przy podróżowaniu przez miasto po zmroku, szczególnie w nieoświetlonych parkach. Od jakiegoś czasu w okolicach Point grasuje grupka nastolatków/młodych dorosłych żerujących na niepewnych spacerowiczach, kradnących portfele, nierzadko pozostawiając poszkodowanych z obrażeniami.

Stażysta poszukiwany
Coven FM, najbardziej popularna regionalna stacja radiowa poszukuje nowych stażystów! Oprócz wspaniałego widoku na Salem Common, możliwości poznania zamówień kawowych każdego pracownika budynku, pozycja oferuje szansę pracy z głosami znanymi w całym Massachusetts, jak Pamela Kim! CV wraz z listem motywacyjny prosimy wysyłać na adres 56 S Washington Square (ceglany budynek!).

Pogoda harcom sprzyja
Mimo tego, że wszyscy uczniowie zacierają dłonie, żeby tylko dostać piękne świadectwo i zdać wszystkie zaliczenia, wygląda na to, że pogoda nie zachęci ich do nauki. Robi się coraz cieplej, opady deszczu są coraz rzadsze, a na plażę na Winter Island przybywa coraz więcej ludzi. Polecamy w jeden z ciepłych weekendów wybrać się na spacer do lasu, dla ochłody.

Archiwum